Czy nieśmiały, samotny 30 letni prawiczek ma szanse na miłość? - Netkobiety.pl Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy Czy związek z młodszym facetem ma szansę na sukces? Oto pytania, które nie spędzają snu z powiek kobietą, które decydują się na tego typu wyzwanie. Musi zmierzyć się z nieprzychylnymi komentarzami i wątpliwości, co do trwałości związku. "Wygląda jak jego matka" - to jeden z komentarzy, który przypadkiem może usłyszeć na ulicy. W naszym kraju mieszka o jedenaście razy więcej samotnych matek niż ojców samodzielnie wychowujących swoje pociechy. Niektóre radzą sobie lepiej, inne Pomimo faktu, że matka może mieć pomoc swojego partnera i wsparcie krewnych, w końcu to ona musi spędzać 24 godziny na dobę ze swoim dzieckiem w domu. Samotność matki, brak snu i izolacja. Brak snu, wyczerpanie fizyczne i emocjonalne oraz brak towarzystwa dorosłych mogą sprawiać, że macierzyństwo wydaje się przerażające. Posty: 208. rekrutacja do szkoły - samotne wychowywanie dziecka w rodzinie. Bardzo proszę o wyjaśnienie następującej kwestii: w art. art 20b pkt 2 ustawy z dnia 6 grudnia 2013 roku o zmianie ustawy o systemie oswiaty oraz niektórych innych ustaw jest zapis "Samotne wychowywanie dziecka - oznacza to wychowywanie dziecka przez pannę Racja, jednak zastanów się, czy każdy ojciec ma takie same problemy, jak ten wiążący się z samotną matką. Problem łożenia pieniędzy i odpowiedzialności przedstawiony jest w dalszych powodach. 3. Problem autorytetu. Nie istnieje związek idealny, w którym nie dochodzi do tarć i kłótni. . Samotna matka to niestety coraz częstszy przypadek na tle „rodzinnych obrazków”. Niezależnie od tego, dlaczego kobieta samotnie sprawuje opiekę nad dzieckiem, zawsze jej matczyne obowiązki są wzmożone, ponieważ wymagają zapewnienia dzieciom nie tylko opieki w domu, ale również zaplecza finansowego, bytu materialnego. Samotna matka, nie mogąc często wyegzekwować od ojca dzieci należnych alimentów, zmuszona jest pójść do pracy i samodzielnie dźwigać ciężar samotnego rodzicielstwa. Zobacz film: "Jak zadbać o prawidłowe relacje z dzieckiem?" spis treści 1. Problemy matek samotnie wychowujących dzieci 2. Co znaczy samotne macierzyństwo? 3. Samotna matka a dzieci 1. Problemy matek samotnie wychowujących dzieci Samotne matki zawsze były obecne, żyją i na pewno będą dalej istnieć. Dawniej wychowywanie dziecka bez ojca było wręcz niedopuszczalne, dziś znajduje coraz więcej zrozumienia i poparcia w społeczeństwie. Czasem jest to jedyna słuszna decyzja, jaką może podjąć matka, aby chronić siebie i dziecko, czasem jest to wynik tragicznego zdarzenia, czasem po prostu świadomy wybór. Niezależnie od przyczyny tego stanu, samotne matki stają przed obliczem wielu problemów: osobistych, rodzinnych, wychowawczych, społecznych itd. Jeśli kobieta decyduje się samotnie wychować dziecko z nieślubnego związku, często jest skazana na ostracyzm społeczny i niezrozumienie, ponieważ, jak mówi wielu: „sama jest sobie winna”. Niejednokrotnie ludzie z otoczenia kobiety wydają też niesprawiedliwe wyroki i rozgłaszają nieuczciwe opinie, gdy odchodzi ona od męża z powodu jego alkoholizmu, psychicznego znęcania się nad rodziną, molestowania czy bicia. Taka kobieta musi nie tylko poradzić sobie z psychicznym rozchwianiem, ale także umieć znieść społeczne, często raniące i nieprawdziwe osądy. Nie mniej bolesnym doświadczeniem dla samotnej matki jest śmierć męża, pozostanie samą z dziećmi, z ogromną raną i poczuciem osamotnienia po stracie ukochanej osoby. Samotne matki muszą być silne, ponieważ zdają sobie sprawę, że tylko do nich należy teraz zaspokajanie potrzeb bytowych rodziny i wychowywanie dzieci. Gdy samotne macierzyństwo związane jest ze śmiercią męża, dodatkowo kobiety muszą umieć wyjaśnić dzieciom stratę i starać się być dla nich duchowym oparciem, mimo tego, że same czują ogromny żal, są samotne, zdruzgotane i zrozpaczone. To wszystko nie jest łatwe, rodzi problemy, cierpienie, grozi psychicznym załamaniem. Dobrze jest, jeśli samotna mama z dzieckiem może liczyć na pomoc ze strony rodziny, np. własnej matki czy babci. Wtedy wie, że nie została z problemami sama. Samotne mamy stają często przed koniecznością godzenia obowiązków domowych (sprzątanie, gotowanie, pranie itp.) z obowiązkami zawodowymi. Jeśli wcześniej nie pracowały, teraz muszą podjąć pracę, by zapewnić dzieciom właściwy byt, odpowiedni status materialny. Często martwią się o to, jak wychowają dzieci, czy same sobie poradzą, czy czegoś nie zaniedbają. Nie mają czasu dla siebie, oddając się dzieciom i pracy zarobkowej. Mimo że czują się osamotnione, często nawet skrzywdzone i boją się o własną oraz dzieci przyszłość, nie chcą tego okazywać, kumulując w sobie negatywne emocje. Przeciążenie pracą, zmęczenie i permanentny stres grożą osłabieniem stanu zdrowia nie tylko fizycznego, ale i psychicznego. 2. Co znaczy samotne macierzyństwo? Problemy z wychowywaniem i utrzymaniem dzieci są wspólne dla rodzin matek niezamężnych, wdów, jak i kobiet rozwiedzionych. Brak ojca w rodzinie często wiąże się z gorszą od przeciętnej sytuacją ekonomiczną. Z reguły na trudności finansowe najbardziej narażone są wdowy do tej pory niepracujące, lecz zajmujące się wychowaniem dzieci oraz matki niezamężne, tzw. panny z dziećmi. Wdowieństwo kobiet zależnych budżetowo od męża wymaga całkowitego przeorganizowania życia. Kobieta musi niejednokrotnie dokształcać się czy pójść na jakieś przygotowanie zawodowe, by móc podjąć pracę umożliwiającą utrzymanie domu i dzieci. Często wiąże się to z przełamaniem jej lęku dotyczącego obecności na rynku pracy. Często matki samotnie wychowujące dzieci mają problemy lokalowe, np. nie posiadają własnego mieszkania. Czasami ich wykształcenie jest średnie, a nawet tylko podstawowe. W wielu wypadkach rodziny matek niezamężnych tworzą środowiska patologiczne. Ponieważ kobiety te wywodzą się z takiego otoczenia socjalnego, często obniża to wartość tych rodzin jako środowiska wychowawczego. Jeżeli nie radzą sobie z samotnym macierzyństwem, mogą liczyć na pomoc w domach samotnej matki. Pogodzenie obowiązków zawodowych i domowych przez kobietę samotnie sprawującą opiekę nad dzieckiem wymaga niezwykle dużego wysiłku i zaangażowania. Jako jedyna żywicielka rodziny musi ona często podejmować dodatkowe prace zarobkowe, by zapewnić dzieciom niezbędne warunki materialne. Do tego dochodzi także doglądanie edukacyjnego rozwoju dzieci (sprawdzanie prac domowych, zapewnianie pomocy naukowych, kupowanie zeszytów, podręczników i innych przyborów edukacyjnych, chodzenie na wywiadówki itp.). Obowiązki domowe, praca zawodowa, wypełnianie obowiązków rodzicielskich sprawiają, że pozostaje mało czasu na dłuższe kontakty z dziećmi, na wspólne rozmowy i bycie z sobą. 3. Samotna matka a dzieci Wzory wychowawcze, jakie narzucają samotne matki swoim dzieciom, nie różnią się zasadniczo od wzorów wychowawczych z rodzin pełnych. Samotne mamy pragną, na miarę swoich możliwości, zapewnić pociechom dobre warunki materialne w przyszłości. Dążą do tego, by ich dzieci zdobyły wykształcenie, dobry zawód i pozycję społeczną. Pragną wykształcić w dzieciach dobre cechy charakteru, a ich autorytet i zachowanie mają niebagatelny wpływ na proces socjalizacji maluchów. Brak autorytetu matki wśród dzieci, nieliczenie się z jej zdaniem i często ignorowanie jej osoby (związane z ukaraniem za brak ojca) skutkują negatywnymi relacjami na linii matka-dzieci, stają się źródłem konfliktów i pogłębiają poczucie samotności. Uzyskanie autorytetu przez matkę ułatwia jej skuteczne stosowanie środków wychowawczych. Oddziaływanie wzorców osobowych matek jest tym silniejsze, im większa więź emocjonalna z dziećmi, naturalne właściwości moralne i rodzaj naśladowanych zachowań. Dzieci akceptują sytuację wychowywania się w niepełnej rodzinie, jeśli czują się akceptowane, bezpieczne i kochane. Brak ojca i męża w rodzinie często jednak grozi zachwianiem postawy matki. Kobiety samotnie wychowujące dzieci, zwłaszcza rozwódki i kobiety niezamężne, mają często negatywny obraz mężczyzny. Nie odczuwają potrzeby obecności mężczyzny w rodzinie, czasami pragną pokazać swoją zaradność i umiejętność życia w pojedynkę. Niejednokrotnie odbija się to na dzieciach i ich postrzeganiu w przyszłości własnego życia rodzinnego. Brak ojca w rodzinie grozić może zaburzeniami przygotowania córki czy syna do pełnienia roli związanej z płcią. Chłopcy poznają tylko kobiece wzorce zachowania i nie mają możliwości konfrontowania ich z męskimi zachowaniami. Dziewczynki natomiast, zwłaszcza w okresie dorastania, pozbawione są możliwości wypracowania obrazu męża na podstawie ojcowskiego wzorca. Brak ojca w rodzinie, ograniczone z nim kontakty, upośledzają życie rodzinne, co przejawia się wysokim poziomem niepokoju u matek i u dzieci, poczuciem lęku i obawami o przyszłość. Po rozwodzie niekiedy niepokój występuje w mniejszym nasileniu, ponieważ zmienia się sytuacja rodzinna (np. odcięcie się kobiety od męża alkoholika). Cała rodzina odczuwa jednak swoją niepełność. Lęk i poczucie niepewności jest zwykle bardzo silne u wdów, które całe życie podporządkowały do tej pory wychowywaniu dzieci. Rosnąca w nich obawa czasem jest tak duża, że popycha do nałogów, w których szuka się zapomnienia, np. do alkoholizmu. Niektóre matki przejawiają silną tendencję do zacieśniania więzów z dziećmi, chcąc niejako zrekompensować im brak ojca. Wykazują postawę nadmiernie ochraniającą, co może rodzić w dzieciach chęć odcięcia się od matki, agresję, stronienie od wzajemnych kontaktów i dążenie do izolacji. Czasem postawa nadmiernie ochraniająca w przypadku synów skutkuje wypaczeniem u nich pojmowania roli kobiety w związku i grozi trudnościami w przyszłych relacjach uczuciowych syna z kobietami. Chłopiec może w przyszłości bowiem oczekiwać od kobiety nie partnerki życiowej, lecz matki, pocieszycielki i „rozwiązywacza problemów”. polecamy Samotnych matek w Polsce przybywa. Powody są różne – rozwody, przypadek, czasem świadoma decyzja, by dziecko wychowywać w pojedynkę. Statystyki mówią, że nawet co czwarte dziecko wychowuje się w rodzinie niepełnej, zazwyczaj mieszka z mamą. Różne są historie kobiet i różna jest ich sytuacja zawodowa oraz finansowa. Badania pokazują, że większość samotnych matek to kobiety w wieku 27-45 lat – w wieku, kiedy mogłyby pracować, rozwijać się i wykorzystywać szansę na budowanie lepszej przyszłości dla siebie i dzieci. Dla wielu samotne macierzyństwo to jednak walka o byt, zawodowa próżnia i bezsilność – bez wsparcia rodziny, nie decydują się na ryzykowne posunięcia. – Dlatego tak ważne jest pokazywanie przykładów kobiet, którym się udało – mówi Urszula Wiśniewska, samodzielna mama nastoletniej córki, założycielka Independent Economic Experts’ Institute i specjalistka w zakresie bankowości. O tym, czym był dla niej rozwód, przed jakimi wyzwaniami stanęła, jak wesprzeć inne samotne matki, jak godzi realizowanie kolejnych projektów z wychowaniem dorastającej córki, czego stara się ją nauczyć i jaki jest koszt samotnego macierzyństwa opowiada Dagny Kurdwanowskiej. Jakiś czas temu napisałaś do nas, proponując podjęcie tematu samotnych matek, które osiągają sukces zawodowy i wyzwań, przed którymi stają. Jesteś jedną z nich. Początkowo trochę obawiałam się, że rozmowa sprowadzi się do narzekania o tym, jak jest ciężko. Tymczasem na naszym pierwszym spotkaniu zobaczyłam kobietę sukcesu, która wie, czego chce i nie zamierza narzekać. Samodzielnie wychowujesz nastoletnią córkę, rozwijasz właśnie nowy projekt, Akademię Start&Up, którą tworzysz z myślą o wsparciu przedsiębiorców. Jak byś określiła punkt, w którym teraz się znajdujesz? Jestem kobietą spełnioną. Żyję realizując swoje pasje. Mam dużą satysfakcję z tego, co robię. Czuję, że warto było poświęcić ten czas, energię i emocje, żeby dojść tu, gdzie jestem. Zaczynam wykorzystywać to wszystko, co zainwestowałam w swój rozwój osobisty i zawodowy. Kilka lat temu byłaś w zupełnie innym miejscu – na życiowym zakręcie. Kilka lat temu moje życie było ustabilizowane – mąż, kilkuletnia córka, dobra praca. Ale coś nie grało. W końcu podjęliśmy z mężem trudną decyzję o rozwodzie. Niektórzy uważają, że rozwód to porażka. Mnie zmobilizował do działania – potraktowałam go jako szansę. Na co? Rozwód i szansa – brzmi przewrotnie. Na rozwój. W małżeństwie były rzeczy, z których świadomie zrezygnowałam, bo uznałam, że rodzina jest priorytetem. Kiedy rozpadło się moje małżeństwo miałam do wyboru – zostać w swoim mieście, gdzie miałam poczucie bezpieczeństwa, pracę, rodziców, którzy pomogliby mi w opiece nad dzieckiem albo spakować wszystko i przenieść się do Warszawy, do której mnie ciągnęło od dawna i gdzie czekały na mnie nowe szanse i wyzwania. Nie było strachu – jak ja sobie poradzę sama, z małym dzieckiem? Były chwile, że miałam ochotę schować się pod kołdrę. Rozwód to ogromne emocje, nieraz pojawiają się łzy, które przełyka się w kącie po cichu. Zadawałam sobie pytanie – i po co ci to było? Ale stało się tak, jak się stało. Uznałam, że nie ma sensu rozpaczać. Zamiast tego wolę wyznaczać sobie cel i konsekwentnie go realizować. Wtedy celem stała się Warszawa. Samotna matka w wielkim mieście – jak wyglądały początki? Cała przeprowadzka trwała kilka miesięcy. Wiele okoliczności mi sprzyjało. Moja córka akurat szła do tzw. „zerówki”, co ułatwiało znalezienie szkoły. Zawodowo udało mi się przenieść w ramach tej samej firmy. Nie było tak źle. Dużo się działo. Zaczęłam robić studia Executive MBA. Postanowiłam podnieść sobie poprzeczkę i studiowałam po angielsku. Lubisz stawiać sobie ambitne cele? Niektórzy mówią, że jestem przesadnie ambitna, ale dla mnie ta ambicja była zawsze źródłem ogromnej motywacji. Także do tego, żeby zmieniać swoje życie. Nigdy nie miałam ambicji, żeby być najlepszą, żeby zbierać awanse. Moje ambicje zawsze skupiały się na tym, żeby się rozwijać. Decydując się na wyjazd do Warszawy, chciałam dać sobie szansę na realizację swoich zamierzeń. Mam świadomość, że była to odważna decyzja. Zwłaszcza, że była kilkuletnia córka, której też zmieniało się całe życie. Moja córka jest dla mnie całym światem. Od początku, kiedy się urodziła i kiedy musiałam o nią walczyć, bo była wcześniakiem. Ale ja jestem konsekwentna i uparta. Wiedziałam, że to, co robię, robię nie tylko dla siebie, ale także po to, żeby moja córka miała lepszą przyszłość. Zawsze jej powtarzam, że ten wysiłek jest potrzebny, żeby nam się lepiej żyło. Nie w sensie materialnym, ale w sensie możliwości realizacji siebie, realizacji swoich marzeń. To prawdziwy sens tego, co robię. Przeczytaj także: Ponad 42% prywatnych przedsiębiorców na działania prorodzinne nie przeznacza ani złotówki A jak ona to widziała? Jestem pracującą mamą. Wiem, że nie było jej z tym łatwo. Były takie momenty, kiedy popłakiwała w poduszkę, gdy późno wracałam. Miała na mnie różne sposoby, na przykład nie chciała odrobić lekcji, póki nie wróciłam z pracy. Mnie z kolei było ciężko, gdy zdałam sobie sprawę, że czasami najbliższą jej osobą była niania, z którą siedziała popołudniami. Przez cały czas uczyłam się jej, jej potrzeb, słuchałam tego, co mówi i starałam się być świadomą mamą. Kiedy sobie nie radziłam, prosiłam o radę psychologa, żeby pomóc jej z trudnymi emocjami, które pojawiły się w związku z rozwodem, z przeprowadzką, z nowym otoczeniem. Od początku postawiłam na szczere rozmowy. Nigdy niczym jej nie zaskakiwałam, zawsze jej tłumaczyłam, co się dzieje, co się wydarzy. Dziś jest już nastolatką i jesteśmy w bliskich relacjach. Staram się być dla niej wzorcem, a jednocześnie nie traktować jej jak dziecka. Często popełniamy błąd uznając, że nasze dziecko to tylko dziecko. Nieprawda. To mały człowiek, który też ma emocje i rozumie więcej niż nam się wydaje. Dlatego te rozmowy były tak ważne. Nie miałaś wyrzutów sumienia? Poczucie winy i wątpliwości, czy dość czasu poświęcamy własnemu dziecko to coś, co zabija samotne matki. Pojawiają się też wokół nas osoby, które będą nam przypominać, że jesteśmy „wyrodne”, bo siedzimy w pracy, a dziecko czeka w domu. Dylematy pojawiają się każdego dnia i musimy sobie z nimi poradzić. Jak Ty sobie z nimi radzisz? Wychodzę z założenia, że wszystko, co robię, robię po to, żebym była szczęśliwsza i żeby moja córka była szczęśliwsza. Tak ułożyło się moje życie. Nie ma sensu się umartwiać, narzekać i płakać nad sobą. Lepiej się realizować i skupić na budowaniu relacji z dzieckiem, bo to jest najważniejsze. Zdarzyło się, że miałam wykłady w Gdańsku dwa dni pod rząd. Pojechałam rano i wieczorem wróciłam. Przenocowałam w domu, a następnego dnia rano znów ruszyłam w trasę. I nie myślałam – „Och, jak ja się poświęcam”. Myślałam – „Moja córka mnie potrzebuje”. Dla mnie ważne jest to, że wstaję rano, patrzę w lustro i myślę – Jestem spełniona. Widzę jak to procentuje – w relacjach zawodowych, w relacjach z moją córką. Takie podejście wyniosłaś z domu czy uczyłaś się go „po drodze”? Pochodzę z rodziny, w której mama poświęciła się naszej rodzinie. Stworzyła fantastyczny, ciepły dom. Podziwiam ją za to, co zrobiła, ale ja byłam inna. Jestem bardzo niezależną i samodzielną osobą i chyba to zdecydowało, że chciałam żyć inaczej. Jestem samotną mamą pracującą, czasami ktoś pomaga mi w opiece nad dzieckiem, sprząta dom i prasuje, ale moja córka nigdy nie jadła obiadów w szkole. Zawsze przygotowywałam jej obiady sama. Nawet jeśli kosztem była nieprzespana noc. Myślę, że jest to kwestia priorytetów i umiejętności zorganizowania sobie życia. To, co mi bardzo pomogło, żeby ułożyć sobie to samodzielne życie z córką to moja samodyscyplina. I nie chodzi o to, że nie potrafię sobie czasem odpuścić. Są momenty, kiedy poleżę przed telewizorem i obejrzę dobry film, uwielbiam jogę, kino i dobrą sztukę w teatrze. Z przyjemnością spotkam się ze znajomymi. Ale na co dzień wiem, że jeśli chcę realizować się zawodowo i być mamą dla mojej córki muszę być konsekwentna, dobrze zorganizowana i zdyscyplinowana. Mój dzień jest dokładnie zaplanowany – to, o której wstaję, kiedy wychodzę z domu, co robię, kiedy odbieram córkę ze szkoły lub z dodatkowych zajęć. Nie jest ci z tym czasem ciężko? Czasem myślę sobie, o ile byłoby mi łatwiej, gdybym miała partnera, który by mnie wsparł w tym wszystkim, z pewnych rzeczy odciążył, a przede wszystkim był moim przyjacielem. Ale skoro tak się ułożyło moje życie, to trzeba sobie z tym poradzić najlepiej jak się da. Poza tym nauczyłam się prosić o pomoc innych, na przykład kiedy coś mi wypada i trzeba odebrać moją córkę z zajęć. Często mamy obawy, że ktoś odmówi, że nie powinniśmy innym zawracać głowy swoimi sprawami. A ja z doświadczenia wiem, że jest inaczej. Większość osób mówi „Fajnie, że dzwonisz i że możemy pomóc”. Mam wokół siebie wielu fantastycznych ludzi, którzy wiele wnoszą w moje życie. Ja też staram się wiele z siebie dawać w tych relacjach. Uwielbiam ludzi mądrzejszych od siebie. Kiedy zaczynałam swoją drogę i czułam się jeszcze zakompleksioną młodą dziewczyną, pomyślałam, że jeśli chcę to zmienić, muszę otaczać się ludźmi, od których mogę się uczyć. Kiedyś moja nauczycielka wpisała mi do pamiętnika słowa, które stały się moim życiowym motto: „Żyj tak, aby ślady twoich stóp przeżyły ciebie”. Staram się zostawiać coś z siebie także w innych ludziach. Wróćmy do wyzwań zawodowych, które stoją przed samotną matką. Teraz, podobnie jak wiele innych mam w Polsce rozwijasz swoją firmę. Wcześniej pracowałaś w korporacjach. Czy firma wspierała cię w godzeniu ról – mamy i pracownika? Nie. A zabiegałaś kiedykolwiek o to? W firmie wiedziano, że byłam samotną mamą. Nie ukrywałam się z tym. Ale też starałam się tego nie wykorzystywać. Tak wszystko organizowałam, żeby moi współpracownicy i szefowie tego nie odczuwali. Prawda jest taka, że odbywało się to czasem kosztem mojego dziecka i miałam z tym bardzo duży problem. Uparłam się, żeby to wszystko pogodzić. Dziś widzę, że może za bardzo, że nic by się nie stało, gdybym czasem wzięła więcej wolnego. Zauważyłam, że my-kobiety często się krygujemy z tym, że jesteśmy mamami. Tak jakbyśmy się bały, że jeśli sobie trochę odpuścimy, to przełożeni stracą do nas zaufanie i nie pozwolą nam się już więcej realizować. Statystyki pokazują, że dla wielu kobiet to samodzielne macierzyństwo jest bardzo trudne – ledwo wiążą koniec z końcem, wiele z nich nie może znaleźć pracy, byli mężowie zalegają z alimentami. To duży problem. Przede wszystkim samotne kobiety mają przed sobą wyzwanie ekonomiczne – musimy zarobić za dwie osoby. Musimy utrzymać dom, dzieci. Nie mamy siatki bezpieczeństwa, kiedy tracimy pracę lub zaczynamy gorzej zarabiać. Wiele z nas nie ma luksusu, żeby powiedzieć – ta praca mi się nie podoba, więc rzucam ją i biorę pracę gorzej płatną, w której będę realizować swoje pasje. W organizację naszego życia, w obowiązki wkładamy dwa razy więcej wysiłku, bo musimy z tym wszystkim poradzić sobie same. To, że wiele kobiet nie radzi sobie w tej sytuacji jest zrozumiałe. Wiele z nas nie wie, co może zrobić. Zamykamy się więc w swoim świecie i boimy się wyjść, by sięgnąć po więcej. Bardzo ważne jest więc uświadomienie tym kobietom, że są fantastycznymi, utalentowanymi osobami, w których drzemie ogromna siła. Już sam fakt, że samodzielnie radzą sobie z wychowaniem dzieci pokazuje, jaki w nich drzemie potencjał. Wielu pracodawców niechętnie go dostrzega. Dla nich samotna matka to tylko kłopoty. Obawiają się, że nie weźmie na siebie odpowiedzialnych zadań, co chwila będzie chodziła na zwolnienia. Są niestety kobiety, które samotne macierzyństwo wykorzystują, żeby mieć w pracy taryfę ulgową. Ale wiele samotnych matek jest świetnymi pracownikami, bo są lepiej zorganizowane i bardziej efektywne, właśnie przez to, że muszą pogodzić więcej obowiązków. Pracując kilkanaście lat w bankowości i w korporacjach, starałam się zawsze wnosić coś ekstra. I nie chodziło o to, że musiałam komuś coś udowadniać, ale o to, by realizować swój potencjał. Moje doświadczenie mówi, że kiedy dajemy z siebie dużo, to procentuje i czasem nawet ten groźny szef okazuje się tolerancyjną i elastyczną osobą. Nie zamykajmy się i nie zakładajmy, że coś jest niemożliwe. Niektórym kobietom brakuje odwagi. Czują się zagubione, niepewne. Boją się ryzyka, bo są same z dziećmi i to je paraliżuje. Życie nauczyło mnie, że jeśli nie wyjdziemy do świata i nie powiemy, że szukamy swojej szansy, to świat nie wpadnie na to, żeby nam ją dać. Dziś podejście „Siedź w kącie, a znajdą cię” już nie działa. Trzeba wyjść do ludzi, powiedzieć – „Chcę się zmienić, chcę zmienić swoje życie, pomóż mi”, żeby dostać możliwości. Myślę, że najważniejsza jest umiejętność świadomego kształtowania swojego życia. To najdłuższa i najtrudniejsza praca, bo wiele z tych barier jest w naszych głowach. Każdego z nas spotykają w życiu momenty (rozwód, choroba, śmierć bliskiej osoby, utrata pracy), kiedy – mamy wrażenie – że świat nam się zawalił. Pojawia się myśl – jak sobie z tym wszystkim poradzę? A później zaczynamy żyć i okazuje się, że ze wszystkim sobie świetnie radzimy. Dlatego tak ważne jest, żeby kobiety, którym się udało mówiły o tym głośno. Pokazały innym kobietom, że jest to możliwe. Tak, to jest trudne, ale życie mamy jedno. Warto pomyśleć o swoich marzeniach i o tym, że tylko my możemy je dla siebie zrealizować. Nikomu nie służy, kiedy wiecznie zestresowana matka biegnie, bo musi odebrać dziecko, choć powinna jeszcze zrobić tysiąc innych rzeczy. Jeśli to zmieniamy i pokazujemy, że radzimy sobie, że jesteśmy świadome siebie i gotowe na wyzwania, to świat zaczyna nas zupełnie inaczej postrzegać. Kiedy my same dajemy sobie szansę, inni też chcą nam ją dawać. Tego uczysz swoją córkę? Uczę ją podejmowania wyzwań, decyzji, tego, że warto podjąć wysiłek, żeby osiągnąć swój cel. Jest nastolatką, więc czasem zdarza jej się, że nie ma ochoty iść na zajęcia dodatkowe, bo woli spotkać się z przyjaciółkami. Staram się jej więc pokazać, że obie te sfery są ważne, a jedna nie powinna cierpieć kosztem drugiej. Dlatego uczę ją planowania – tak, żeby znaleźć czas i na pracę, i na przyjaciół. Widzę, że to działa. Niedawno musiałyśmy podjąć decyzję o wyborze gimnazjum. Wybrała takie, gdzie poziom jest wyższy, choć trudniej się do niego dostać. I udało się – już wiemy, że dostała się do jednego z najlepszych gimnazjów. Ja z kolei staram się ją wspierać i dawać jej różne możliwości poznania swoich pasji. Pokazuję jej, że zawsze warto realizować siebie i swoje marzenia. I, że nie zawsze prosta droga jest dla nas najlepsza. Czasem musimy z czegoś zrezygnować, żeby w zamian coś dostać. Zdarza ci się czasem zrobić coś tylko dla siebie? To jeden z problemów samotnych matek – my ciągle uważamy, że nie mamy czasu, że wszystko jest ważniejsze, tylko nie my. A od tego powinnyśmy właśnie zacząć – od zadbania o siebie. Zdarza mi się wyjeżdżać bez córki na weekend lub krótki urlop. Ale zawsze wszystko jej tłumaczę – dlaczego tak robię, dlaczego tak się dzieje. Bywało, że podczas takich wyjazdów brakowało mi jej. Kiedy wracałam mówiłam jej po prostu – byłam w fantastycznym miejscu, do którego chciałabym cię zabrać. Teraz ja pokażę ci świat. I pokazuję. Obie uwielbiamy podróżować. *** Gościem wywiadu była Urszula Wiśniewska. Założycielka i Partner Zarządzający Independent Economic Experts’ Institute, w ramach którego organizowana jest Akademia Start & Up – ogólnopolski projekt edukacyjny skierowany do mikro, małych oraz średnich przedsiębiorstw, a także dla przyszłych przedsiębiorców z pomysłem na biznes. Posiada kilkunastoletnie doświadczenie zawodowe w zarządzaniu w różnych obszarach na różnych poziomach bankowości. Zajmowała się zagadnieniami ładu korporacyjnego w bankowości. Tworzyła oraz realizowała projekty edukacyjne łączące naukę z biznesem. Dodatkowo tworzy nowe kierunki rozwoju kadry bankowej na ogólnopolskich uczelniach, prowadzi wykłady z finansów, bankowości i zarządzania, uczestniczy w konferencjach, wydaje publikacje naukowe. Pracowała w dużych korporacjach międzynarodowych należących do jednych z największych grup finansowych na świecie ( Pekao Bank Zachodni WBK współpracowała z Komisją Nadzoru Finansowego oraz Związkiem Banków tytuł doktora nauk ekonomicznych Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie – specjalizacja bankowość. Ukończyła studia Executive MBA w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej. Pracuje nad habilitacją dotyczącą modelu zarządzania bankiem. Witam! Pisze Pani, że czuje się niepotrzebna innym, ale ma Pani znajomych i przyjaciół. Oni Pani potrzebują. Dla swojego otoczenia jest Pani bardzo ważną osobą. Każdy z nas jest członkiem społeczeństwa i jest tak samo ważny. Nie ma tu znaczenia, czy jest się bogatym, czy ma się rodzinę albo wpływy. Samotność jest bardzo trudnym stanem i ciężko jest patrzeć na szczęście innych. Jednak związek lub mężczyzna nie jest miarą wartości kobiety. Musi Pani zrozumieć, że jest Pani bardzo wartościową osobą i jest Pani bardzo ważna. Z miłością różnie bywa - jedni trafiają na swoją połówkę jeszcze w podstwówce, inni całe życie szukają; są tacy, co przed miłością uciekają i tacy, którzy na nią oczekują. Myślę, że powinna Pani przede wszystkim uwierzyć w siebie i postarać się aktywnie poszukać partnera. Jest Pani w wieku, kiedy może Pani bez problemów założyć związek i cieszyć się nim długie lata. Warto, żeby postarała się Pani poszukać partnera na portalach randkowych, w miejscach spotkań, czy przez biuro matrymonialne. Nie można powiedzieć, że wszystkie osoby korzystające z takiej pomocy są bezwartościowe lub mają znaczne wady. Często są to osoby takie jak Pani - szukające szczęścia u boku ukochanej osoby. Może Pani spróbować w ten sposób poszukać. Nigdy nie wiadomo, kiedy miłość i szczęście zapukają do Pani drzwi. Pozdrawiam Forum: Oczekując na dziecko Czytam od dłuższego czasu Wasze wypowiedzi i wszystkie są wypełnione ciepłą rodzinną atmosferą. To bardzo dobrze- tak powinno być – rodzina to podstawowa komórka społeczna. Ja niestety nie mam tego szczęścia. Oczekuje dziecka (termin na wrzesień) i jeszcze, powtarzam jeszcze jestem mężatką. Ale jestem w trakcie sprawy rozwodowej. Powód- zdrada mojego męża. Lecz nie będę rozwidzić się na temat zdrady, bo ja ten temat juz przetrawiłam, ale teraz chcę porozmawiać o samotnym wychowaniu dziecka- bo to mnie teraz czeka. Boje sie tego, bo nie wiem jak sobie poradzę. Nie wiem jak to jest kiedy dzicko ma tatusia tylko z doskoku, kiedy inni chodzą szczęśliwymi rodzinami na spacery a ja jako samotna matka, czy nie będę dyskryminowana z tego powodu? czy nie bedę miała ciągłego żalu do losu, do wszystkich ludzi na świecie. Moze będę zgorzkniałą rozwódką… Czy jest jakaś szansa że kogoś poznam kto mnie pokocha i moje dziecko jak własne? Teraz kiedy emocje związane ze zdradą i rozwodem juz opadły zaczynam sie zastanawiać jakie życie mnie czeka i moje dziecko. Czy możliwe że bedę szcześliwa, czy mlaeństwo nie odczuje braku taty i tego typu obawy. Proszę podzielcie się ze mną swoimi spostrzeżeniami, może nie koniecznie osobistymi ale np. z najbliższego otoczenia. Prawdę mówiąc żyć mi się odechciewa. Zawsze mąż stanowił dla mnie całe moje życie, ufałam mu bezgraniczie a teraz kiedy okazał sie człowiekiem w masce, zwykłą świnią,, nie wiem jak sie znaleźć w tym wielkim, okrutnym świecie. Co do rozstania to nie uniknione- myslałam o tym wiele, uwierzcie mi, rozpatrywałam wiele możliwości, zdarzenie nie ma żadnych okoliczności łagodzących. Czysta premedytacja z jego strony i to ciągnąca sie juz od dawna. Także nie potrafiłabym mu wybaczyć i zaufać- chociaż próbowałam. Gdyby nie dziecko które ma nadejść nie miałabym celu aby żyć i pewnie nie byłoby mnie już tutaj…. Pandora

czy samotna matka ma szanse na miłość